Ku pamięci
Kiedy na Niego patrzałeś - widziałeś polskie rugby na wózkach. Orzełek na piersi był dla Niego największą wartością, napawał Go dumą, przepełniał honorem. Na boisku - waleczny, nieustępliwy, mobilizujący innych. Poza parkietem - niesamowity organizator, ambitny, ale przede wszystkim przyjaciel dla każdego kto chciał choć trochę z siebie dać rugby na wózkach. Odszedł...
Sławek Sękowski, Siedzący Byk, najwybitniejszy polski zawodnik rugby na wózkach w historii...zmarł. Za wcześnie... Za szybko... Nie dokończył wielu rzeczy, które rozpoczął. Nie urzeczywistnił jeszcze wielu marzeń, tych z boiska...i tych poza nim.
Dlaczego jeden człowiek znaczył tyle, że na Jego pogrzeb zjechali ludzie z całej Polski, z Niemiec i Czech?
Kościół w Raszczycach przepełniony był zawodnikami praktycznie ze wszystkich polskich klubów rugby na wózkach. Rodzina, przyjaciele, znajomi i obcy. Wszyscy oddali Mu hołd.
Sławek Sękowski był kimś więcej niż prezesem SSONu. Był kimś więcej niż zawodnikiem Reprezentacji Polski Rugby na Wózkach. Wszyscy, którzy Go poznali, nie byli wobec Jego postaw obojętni. To On, wspólnie z sześcioma innymi osobami: Sławkiem Bessowskim, Mirkiem Kapelanem, Markiem Kaproniem, Adamem Kujawą, Maćkiem Napieralskim i Mirkiem Nowakowskim rozpoczął proces, który trwa do dziś - wprowadził rugby na wózkach do Polski. To On uparcie i konsekwentnie dążył, aby Polska stała się elitą w tym sporcie. Swoim zachowaniem dawał siłę, motywował, tworzył idee Reprezentacji Polski. Dziś ma spadkobierców na parkiecie. Utalentowanych, chętnych, zdolnych, zawziętych. Prawie jak On. Wielu z nich ma szanse stać się równie wybitnymi zawodnikami - to oni w przyszłości będą decydowali o dalszym rozwoju tej dyscypliny. Sławek stworzył wokół siebie grono osób, których powinnością jest kontynuacja Jego dzieła. Pokazał nam wszystkim w jakim kierunku trzeba zmierzać.
Polska, która niespodziewanie zaczęła coraz bardziej liczyć się w rugbowej Europie straciła lidera. My straciliśmy kogoś więcej niż lidera...
