Gloria Victis
Pierwszy weekend września zostanie na długo w pamięci wszystkich osób związanych z rugby na wózkach w Polsce. Znakomita gra Reprezentacji Polski zaowocowała kolejnym sukcesem - tym razem drugim miejscem podczas szwajcarskiego European Preperation Tournament.
Prawie rok temu, w listopadzie 2008 roku drużyna narodowa zagrała swój pierwszy finał od bardzo dawno - był to finał Rugbymanii rozgrywany w czeskim Nymburku. Graliśmy wtedy "prawie" najmocniejszym składem. Wrześniowy finał 2009 roku rozgrywany był z podobną historią. Tym razem jednak zabrakło tego jednego, który w finałach już osobiście nigdy nie zagra. W Szwajcarii jednak wszyscy czuliśmy Jego obecność. Był z nami. I mamy nadzieje, że nadal nas będzie wspierał.
15-sto-godzinna podróż autobusem nie należy do najprzyjemniejszych przeżyć w życiu. Jednak droga do Nottwil upłynęła szybciej niż trasa Wrocław-Katowice. Wszyscy byli bardzo skoncentrowani. Wiedzieli w jakim celu tam jadą. Niecierpliwie oczekiwali wyjście na parkiet. Schweizer Paraplegiker Zentrum powitało nas deszczem. Trenerzy zdecydowali, że tego dnia nie będzie ani video-analiz, ani odpraw meczowych, dosłownie nic. Jakże ważne jest "resetować" się w sporcie.
Drugi mecz szwajcarskiego turnieju to pojedynek z Holendrami. Niestety "Oranje" nie są już tym samym zespołem co 2 lata temu, kiedy w Espoo toczyliśmy z nimi bardzo zacięte pojedynki (gwoli ścisłości - my też nie jesteśmy tym samym zespołem). Można śmiało powiedzieć, że przed pogromem Holendrów uratował debiut naszych zawodników. W meczu tym bowiem, zagrało po raz pierwszy z orzełkiem na piersi aż trzech nowych zawodników Reprezentacji Polski: Rafa Wełpa [Lublin] oraz Krzysztof Wilczyński i Marek Pieczka [Wrocław]. Warto zauważyć, że bardziej doświadczeni koledzy ułatwili im debiut, uzyskując znaczącą przewagę - gra się wtedy stanowczo lepiej, na większym luzie. Mecz przeciwko Holandii był meczem szkoleniowym dla całego zespołu. Wszyscy zawodnicy mogli "praktykować" ustawienia trenerów. Zrozumiałe jest również zachowanie szkoleniowców Polski. Zdeklasowanie Holendrów 40-50 punktami nic by nam nie dało i nie byłoby w duchu fair play. Poza tym Reprezentację czekał bardzo trudny pojedynek z sąsiadami naszych przeciwników - Belgami. Wygrana z Holendrami 55:32 powodowała, że coraz odważniej mówiono o polskim finale.
Pojedynek przeciwko Belgii z pewnością przejdzie do historii polskiego rugby na wózkach. Nasza Reprezentacja rozpoczęła mecz ustawieniem Biduś - Wilamowski - Kapusta - Rymer. Belgowie w Szwajcarii stawili się super-składem: Lars Mertens, Ludwig Budeners, Bob Vanacker, Roony Verhaegen, Peter Genijn - bardzo doświadczona i zgrana ekipa. Zawodnicy Reprezentacji Polski wyszli na parkiet niesamowicie skoncentrowani - jakby właśnie grali finał Mistrzostw! Od samego początku uzyskaliśmy pewną niewielką przewagę. Polacy zagrali swoją "ulubioną" obronę strefą. To co wyczyniali na parkiecie było niesamowite. Belgom nie udawały się żadne wysokie podanie do ustawiającego się w naszej strefie Larsa Mertensa. Większość pojedynków indywidualnych wygrywali Polacy, pomimo szybkości Mertensa i Genina - Biduś i Kapusta byli tego dnia szybsi! Z pewnością życia nie ułatwiali Belgom dwaj nasi pick-on-chair - Dominik Rymer i Paweł Szostak, który na parkiecie odwalają najbrudniejszą robotę. Od trzeciej kwarty to Belgowie musieli atakować nas zajadle - ale to my powiększaliśmy przewagę. Który z zawodników pojawiał się na czystej pozycji - ten dostawał piłkę i zdobywał prosty punkt. Reszta drużyny już wtedy zaczynała oszczędzać swoje siły. Finał turnieju już nie był marzeniem - był rzeczywistością! Wygrana z Belgią 51:37 jest bodajże najwyższą wygraną Polski w pojedynku tych dwóch drużyn. Na Mistrzostwach Belgowie z pewnością będą żadni rewanżu. My wiemy - że nawet z najlepszymi można wygrywać! (część Belgów grała na paraolimpiadzie w Atenach).
Ostatni mecz. Bardzo trudny mecz. Mecz finałowy. Pojedynki z Niemcami nigdy nie były łatwe dla Polaków. I ten mecz dobitnie to pokazał. Niestety Niemcy i tym razem okazali się lepsi. Rozpoczęliśmy spotkanie tym samym ustawieniem co każdy inny pojedynek na tym turnieju. I rozpoczęliśmy fatalnie. Niestety. Niemcy od samego początku narzucili swój styl gry. Nie pozwalali Polakom rozwinąć skrzydeł w zasadzie w żadnej z części gry. Znakomicie grali: Maik Baumann (3,0pkt) Salih Koseoglu (2,5pkt), Nazer Menezla (2,0pkt) oraz Wolfgang Schmidt (0,5pkt). Polacy z kolei od samego początku wykazywali się dużą nieskutecznością. Niemcy otrzymali w prezencie olbrzymią liczbę przechwytów wynikających z błędów własnych Polaków. W przeciwieństwie do swoich przeciwników Polacy zagrali bardzo nieskutecznie, i to całą drużyną. Przegrana w stosunku 49:36 jest chyba najmniejszą jaka mogła nam się trafić. Duża w tym zasługa samych pokonanych, którzy mieli wiele przebłysków skutecznej gry, jednak nie potrafili zagrać konsekwentnie całego spotkania.
Mimo tak zakończonego turnieju, całość wyjazdu należy uznać za znakomite osiągnięcie Reprezentacji Polski. Był to drugi finał w przeciągu roku tak dużej imprezy sportowej. Widać, że zawodnicy są coraz bardziej zgrani i ograni. Widać, że sami mają swoje cele i chcą je realizować. Widać, że chcą walczyć i wygrywać. Turniej w Szwajcarii pokazał, że Polska może się liczyć na tegorocznych Mistrzostwach Europy. Nadszedł czas udowodnić to w praktyce.
