Duńskie parkiety. Mistrzostwa Europy a.d. 2009
Reprezentacja Polski Rugby na Wózkach osiągnęła niebywały sukces na Mistrzostwach Europy, które odbyły się w dniach 14 - 17 października w Danii i wywalczyła 5-te miejsce. Sukces jest tym większy, że zajęta pozycja uprawnia do startu w przyszłorocznych Mistrzostwach Świata w Kanadzie.
W dotychczasowych startach na Mistrzostwach Europy drużyna z Polski plasowała się najczęściej na 10-tym miejscu, i raz tylko mówiło się o sukcesie, kiedy w 2007 roku wywalczono miejsce 7-e. W tym roku Reprezentacja Polski po raz pierwszy w historii jechała na europejski czempionat nie jako dostarczyciel punktów, ale jako przeciwnik z którym należy się bardzo liczyć. Wyniki osiągnięte w turniejach Ligi Mistrzów oraz podczas European Preparation Tournament w Szwajcarii powodowały, że Polska stawała się "czarnym koniem" czempionatu 2009!
Bezpośrednio w turnieju mistrzowskim w Hillerod w Danii wzięło udział 12 zespołów z całej Europy, które zakwalifikowały się do rozgrywek. Zostały one rozdzielone na dwie grupy po sześć teamów, zgodnie z zajmowanym miejscem w światowym rankingu IWRF. W pierwszej grupie znalazły się:
- Wielka Brytania
- Szwecja
- Finlandia
- Austria
- Holandia
- Irlandia
W grupie drugiej, "polskiej" znalazły się:
- Niemcy
- Belgia
- Szwajcaria
- Polska
- Dania
- Czechy
Układ spotkań przygotowany przez Komitet Organizacyjny Mistrzostw był jednocześnie bardzo korzystny dla Polaków, ale i niezwykle trudny. Na początku spotkanie z gospodarzami, a następnie z jednym z głównych pretendentów do tytułu mistrzowskiego - Niemcami. Kolejny dzień to walka z niedocenianą, ale jednocześnie bardzo silną Belgią i równie mocnymi Szwajcarami. Na koniec pozostawała najsłabsza drużyna w grupie - Czechy.
Drużyna polska zaczęła niezwykle nerwowo w meczu przeciwko Duńczykom, którzy mieli silne wsparcie w postaci publiczności. Momentami wydawało się, że mają oni dodatkowego zawodnika na boisku. Mecz z Polakami był dla nich spotkaniem bardzo ważnym, bowiem wygrana dawała im realne szanse walki o jak najlepszą lokatę (i upragniony przez wszystkich awans do Vancouver). Poza tym był to pierwszy mecz gospodarzy, mecz inauguracyjny do którego z pewnością bardzo się przygotowywali. Drużyna prowadzona przez twórcę rugby na wózkach w Stanach Zjednoczonych Brada Mikkelsena (jednego z tzw. quad-father) postawiła bardzo wysoko poprzeczką drużynie polskiej. Przewaga osiągnięta przez Duńczyków na początku spotkania utrzymywała się bardzo długo. Dopiero w trzeciej kwarcie Polacy doszli przeciwników, a w ostatniej odsłonie zaczęli uzyskiwać minimalną przewagę. Znakomite spotkanie rozgrywali nasi "chaiserzy" - Tomasz Biduś oraz Rafał Rocki, a także "koń napędowy" drużyny - Krzysztof Kapusta grający całe Mistrzostwa ze złamanym kciukiem. Wypracowana przewaga wystarczyła do wygrania spotkania w stosunku 50:44. Zwycięstwo to było bardzo ważne, pozwalało bowiem skoncentrować się na kontynuacji przed turniejowych założeń.
Drugie spotkanie rozegrane w środowe popołudnie przeciwko srebrnym medalistom poprzednich Mistrzostw Europy - Niemcom - było, jak się później okazało kluczowym meczem dla Polaków w turnieju. Przed Mistrzostwami liczono się z porażką z Niemcami, jednak planowano pokonanie Belgów. Podczas turnieju okazało się, że na Belgów nie ma mocnych na tych Mistrzostwach. Natomiast Niemcy już w pierwszym meczu niezbyt pewnie pokonali Szwajcarów. Mecz z Polakami miał być dla nich zdecydowanie prostszy, pozwalający oszczędzić kluczowych zawodników przed kolejnymi spotkaniami. I początkowo wszystko wskazywało na to, że tak będzie. Stopniowo Polacy tracili "dystans" do Niemców, którzy osiągnęli nawet 5 punktów przewagi. Na poziomie prezentowanym przez obie drużyny - te 5 punktów to niezwykle duża przewaga. Drużyna polska mimo, że przegrywała, grała bardzo dobrze taktycznie. Poza tym dawało znać o sobie znakomite przygotowanie kondycyjne. Polacy dokonywali jedynie drobnych przesunięć w składzie - a Niemcy wymieniali całe linie. W połowie trzeciej kwarty rozpoczął się pościg za drużyną niemiecką, zakończony doprowadzeniem do remisu w ostatniej odsłonie. Jeszcze na 1 sekundę przed końcem utrzymywał się wynik nierozstrzygający. Ostatnie słowo należało jednak do Niemców i na 0,2 sekundy przed ostatnim gwizdkiem zdobyli zwycięski punkt. W późniejszym rozrachunku okazało się, że gdyby drużyna polska zwyciężyła, walczyłaby później o medale grając w półfinale ze Szwedami. Trudno jednak o podobne kalkulacje między pierwszym a drugim meczem turnieju. W drużynie polskiej szczególnie wyróżnili się w tym meczu Tomasz Biduś, Krzysztof Kapusta, Dominik Rymer, Rafał Rocki i Piotr Wilamowski. Dobrą zmianę dał również Łukasz Gogosz. Mimo walki i poświęcenia Polaków drużyna niemiecka triumfowała w stosunku 42:41.
Czwartkowy ranek to wielka mobilizacja przed meczem z drużyną Belgii. W tym roku Polska zmierzyła się już 3-krotnie z tą reprezentacją (2 razy wygrywała, raz przegrała). Belgowie zaczęli jednak nad wyraz mocno. Byli stanowczy, ambitni i niezwykle konsekwentni. Polacy wcale nie grali źle, wręcz przeciwnie, był to naprawdę dobry mecz w wykonaniu biało-czerwonych. Jednak kiedy było już wiadomo, że drużyna belgijska tego dnia jest znakomicie dysponowana i nie pozwoli Polakom chociażby zbliżyć się punktami, trenerzy zdecydowali się oszczędzić najlepszych zawodników na mecz ze Szwajcarią. Było to jednocześnie posunięcie nie tylko taktyczne, ale i strategiczne. Na boisko po raz pierwszy wszedł dotychczas jeden z podstawowych zawodników - Paweł Szostak, który podczas procedury klasyfikacji został bardzo skrzywdzony poprzez zwiększenie jego liczby punktów z 2.0 na 2.5. Przez pierwsze dwa mecze nie mieścił się w wyjściowych ustawieniach (3-2-2-1 lub 4x2). Mecz z Belgią był dla niego szansą powrotu do stanu wyjściowego sprzed Mistrzostw. W nowym, eksperymentalnym ustawieniu Polacy nie byli w stanie sprostać rewelacyjnym Belgom, którzy ostatecznie zwyciężyli 53:34.
Jeszcze tego samego dnia drużyna polska zmierzyła się z Reprezentacją Szwajcarii. Było to czwarte z rzędu bardzo trudne spotkanie. Dotychczasowy bilans Polaków (2 przegrane i 1 zwycięstwo) mimo bardzo dobrej postawy na boisku nie był szczytem marzeń zarówno dla zawodników jak i kibiców drużyny narodowej. Aby myśleć o awansie na Mistrzostwa Świata trzeba było wygrać ze Szwajcarią i czekać na korzystne rozstrzygnięcie w grupie pierwszej. Spotkanie z Helwetami rozpoczęło się jednak od bardzo dobrej postawy zawodników polskich. Pomimo wszystkich obaw odnośnie początku meczu, tym razem to Polacy zaczęli dyktować warunki. Minimalna przewaga uzyskana na początku spotkania nie mogła być jednak ani bezpieczna ani rozstrzygająca. Stan ten trwał w zasadzie do samego końca spotkania. Walka punkt za punkt powodowała niezwykle nerwową końcówkę meczu. Dobra postawa podstawowych zawodników w grze defensywnej procentowała. Bardzo dobre spotkanie rozgrywali ponownie Tomasz Biduś i Krzysztof Kapusta, a także Dominik Rymer. Straty Szwajcarów w ostatniej kwarcie okazały się trudno do odrobienia. Drużyna Polski zasłużyła na to zwycięstwo, a wynik 34:33 dawał jej szanse na grę z teoretycznie słabszym przeciwnikiem w walce o miejsca 5-8.
Ostatni mecz fazy grupowej Reprezentacja zagrała przeciw najsłabszej drużynie w grupie - Reprezentacji Czech. Od samego początku uwidoczniła się zdecydowana przewaga drużyny polskiej, także już w drugiej kwarcie trenerzy dali odpocząć wszystkim podstawowym zawodnikom. Mecz został wygrany rezerwowym składem. Było to niezwykle ważne w kontekście konfrontacji z czwartą drużyną z pierwszej grupy jeszcze tego samego dnia. Tymczasem rezerwowi zawodnicy Reprezentacji Polski udowodnili, że są właściwymi ludźmi na właściwym miejscu. Dzięki nim pierwszy skład mógł w spokoju (po raz pierwszy na tych Mistrzostwach) obserwować mecz, i jednocześnie zwracać uwagę na potencjalne błędy drużyny. Udany mecz zanotowali Marcin Bawej oraz Bartosz Zielski. Polska bez problemu pokonała Czechy w stosunku 50:30.
Jeszcze tego samego dnia rozegrano drugie spotkanie. Faza grupowa została zakończona. Rozpoczęła się faza pucharowa. Tym razem przegrywający definitywnie przestawał się liczyć w walce o jak najlepsze miejsca w klasyfikacji końcowej. Konfrontacja z Austrią, pomimo wielu korzystnych rozstrzygnięć dla Polski w tym roku, wcale nie zapowiadała się jako spokojne spotkanie. Wręcz przeciwnie, Austriacy żądni byli rewanżu na tegoroczny bilans spotkań. Mecz rozpoczął się od dominacji drużyny polskiej, która była bardzo blisko uzyskania nawet 5-cio punktowej przewagi w kwarcie pierwszej. Tak się jednak nie stało. Reprezentacja Polski straciła kilka piłek z rzędu i pozwoliła Austriakom zbliżyć się na jeden punkt. Od tego momentu rozpoczęła się niezwykle trudna i dramatyczna konfrontacja dla obu zespołów. Żadna z drużyn nie uzyskiwała znaczącej przewagi. Polacy przyzwyczaili już, że na tych Mistrzostwach dostarczają swoim fanom ekstremalnych emocji. I tym razem tak było. O awansie do finałowej szóstki i tym samym awansie na Mistrzostwa Świata w Vancouver w Kanadzie w 2010 roku decydowała jedna kwarta. A w niej emocje trwały do ostatnich minut. O zwycięstwie Polaków zadecydowały ambicja, wola walki, konsekwencja w taktyce oraz... znakomite przygotowanie kondycyjne. Austriacy w ostatniej kwarcie musieli zmienić linię, która ciągnęła im całą grę, a która pod koniec meczu była już wyczerpana. Spowodowało to chwilowy chaos w poczynaniach tej drużyny, i w konsekwencji pozwoliło Polakom odskoczyć na 2-3 punkty od rywala. Była to, jak się okazało wystarczająca przewaga aby zwyciężyć. Polska - Austria 42:40!
Ostatni mecz na Mistrzostwach Europy rozegrany został z drużyną Finlandii. Mimo, że Polska już awansowała w światowym rankingu, mimo, iż uzyskano kwalifikację na Mistrzostwa Świata, to jednak było to bardzo ważne spotkanie dla całej drużyny. "Kompleks fiński" był jednym z niewielu, z których Reprezentacja Polski jeszcze się nie wyleczyła. Dlatego też koncentracja przed meczem była niesamowita. Ławka rezerwowych drużyny polskiej była dodatkowym zawodnikiem na boisku. Skład wyjściowy silny i zdeterminowany. Żądza zwycięstwa przepełniała drużynę polską. Mecz rozpoczęto od zdobycia piłki (nawiasem mówiąc Piotr Wilamowski asygnowany każdorazowo do tej czynności wywiązywał się z niej wyśmienicie), a następnie od uzyskania minimalnej przewagi. Reprezentacja Polski przyzwyczaiła już kibiców na tych Mistrzostwach, że preferuje mecze o zabarwieniu dramatycznym. Nie inaczej było w spotkaniu o miejsce 5-te. Zwycięzca został wyłoniony dopiero w ostatniej kwarcie bardzo wyrównanego meczu. Przez całe spotkanie żadna z drużyn nie uzyskała znaczącej przewagi. Obie strony grały bardzo zacięcie i bez pardonu. Kilkakrotnie ekipy techniczne interweniowały, aby wywróconych zawodników postawić na parkiecie. Niesamowite spotkanie rozgrywał polski defensor - Paweł Szostak - walcząc zawzięcie nie tylko w obronie, ale w odpowiednich momentach także rewelacyjnie w ataku. Obie linie, które zagrały w meczu z Finami (3-2-2-1 oraz 4x2) wykazały się dużą determinacją. Zminimalizowano błędy własne, które ostatnimi czasy tak mocno prześladowały drużynę narodową. Polska wychodziła z pojedynku z Finlandią zwycięska (47:41).
Turniej Mistrzostw Europy w Danii był najlepszym turniejem jaki kiedykolwiek zagrała Reprezentacja Polski. Zawodnicy stanowiący trzon drużyny narodowej od lat, udowodnili swoją wartość oraz nieprzeciętne umiejętności. W przygotowania włożono olbrzymią ilość pracy i zaangażowania. Osiągnięto wspaniałe rezultaty, m.in. historyczny awans na Mistrzostwa Świata. Zabrakło naprawdę niewiele, aby bezpośrednio walczyć o medale. Następne Mistrzostwa znów za dwa lata. Patrząc na progres wyników tej drużyny można śmiało powiedzie, że tym razem Polska nie będzie już "czarnym koniem". Będzie jednym z faworytów turnieju.
